Pieczęć księcia Alberta

W XIV wieku zamek był siedzibą księcia Alberta. Miejskie opracowanie przywołuje dokument z 20 września 1342 roku, w którym występuje on jako pan Strzelec. To konkretny ślad działalności dworu, starszy od dzisiejszych wież i okien.

Do siedziby przybywali rycerze i mieszczanie. Podczas dni sądowych książę rozstrzygał spory, zatwierdzał transakcje i nadawał przywileje. Mury, które teraz wydają się milczeć, należały do miejsca, gdzie słowo poświadczone pieczęcią mogło zmienić cudzy los.

Garnki w zamian za glinę

W 1575 roku Jerzy von Redern nadał przywilej strzeleckim garncarzom. W zamian za możliwość wydobywania gliny z zamkowych gruntów mieli regularnie dostarczać naczynia do kuchni. Kandydaci do rzemiosła musieli także wykonać piec na zamku.

Ten niewielki szczegół przywraca ruinie codzienny wymiar. Obok dokumentów i tytułów były tu posiłki, opał oraz praca ludzi, których nazwiska rzadziej trafiały do opisów rezydencji.

Rezydencja przykrywa dawną warownię

W XIX wieku za Andrzeja Marii Renarda prowadzono rozbudowę zamku i jego otoczenia. Kolejne przekształcenia zmieniały siedzibę książęcą w rezydencję o nowej formie. Średniowieczny początek nie oznacza, że wszystkie widoczne mury są średniowieczne.

Katalog Politechniki Wrocławskiej umieszcza obiekt w linii dawnych umocnień miejskich i przedstawia kolejne fazy jego zabudowy. Patrząc na ruinę, oglądamy pozostałość wielu przebudów, nie jeden zatrzymany moment.

Styczeń 1945

Pod koniec stycznia 1945 roku wojska sowieckie zniszczyły zamek i znaczną część miasta. Opracowanie Politechniki Wrocławskiej wprost wiąże pożar rezydencji z Armią Czerwoną. Wnętrza zniknęły, pozostały wypalone mury.

Przy dziewiętnastowiecznej bramie miejski opis wskazuje figury świętych Jana Nepomucena i Floriana. Zestawienie patrona ognia z ruiną jest dzisiejszą refleksją, nie legendą o nieskutecznym zaklęciu. Kamień zachował znak ochrony; budynek nie ocalał.