Najpierw był zamek

Dzieje toszeckiego wzgórza obronnego są starsze niż zachowane zabudowania. Gospodarz obiektu wiąże murowaną fazę z XV wiekiem i odbudową po najazdach husyckich. Później zamek przechodził między rodami i zmieniał charakter z warowni na rezydencję.

W tej historii nie ma jednego gospodarza ani jednego początku. Każda epoka pozostawiła własne wymagania wobec budynku. Brama, wieża i puste przestrzenie nie składają się już w pełny dom, lecz nadal pozwalają odczuć skalę dawnego założenia.

Rok 1811

W 1797 roku Eichendorffowie sprzedali posiadłość Gaschinom. Za ich czasów, w 1811 roku, wielki pożar strawił większość zabudowań. Oficjalna historia zamku podaje, że po katastrofie nie planowano odbudowy rezydencji.

To jest twardy rdzeń opowieści: budynek przestał pełnić dawną rolę. Pożar nie zakończył istnienia wzgórza, ale przerwał ciągłość zamieszkanego świata. To, czego nie odbudowano, stopniowo stawało się miejscem dla wyobraźni kolejnych pokoleń.

Hrabina schodzi pod ziemię

W legendzie hrabina ratuje złotą kaczkę i ucieka podziemnym przejściem. Skarb zostaje ukryty, a tajemnica jego położenia ginie wraz z kobietą. Regionalny przekaz łączy ją z Gizelą von Gaschin i Białą Damą. Są to motywy podania, nie ustalenia dotyczące udokumentowanej ofiary pożaru.

Wersje różnią się szczegółami. Śląskie Travel opowiada o jedenastu złotych jajach, Polskie Radio przytacza wariant z siedmioma. Zmieniają się także okoliczności ucieczki i wymagania wobec znalazcy. Ta rozbieżność nie rozwiązuje zagadki skarbu. Pokazuje, jak legenda żyje w ustnym przekazie.

Zamek wrócił, opowieść została

W latach 1958–1963 część zamku odbudowano. Dziś jest siedzibą Centrum Kultury. Wizyta w Toszku nie jest wyprawą do porzuconego budynku: współczesna działalność i historia ruiny istnieją tu obok siebie.

Nie potwierdzamy obecności ducha ani ukrytego przedmiotu. Pozostaje jednak obraz, który trudno odrzucić: człowiek schodzący z czymś cennym do ciemnego przejścia, z którego rzecz nigdy nie wraca. Nawet kiedy wiadomo, że słuchamy legendy, spojrzenie zatrzymuje się na zacienionym wejściu trochę dłużej.